Szukaj na tym blogu

30 listopada, 2024

,, the picture of dorian gray " oscar wilde

 “Behind every exquisite thing that existed, 

there was something tragic.”



przeczytałam: marzec 2024

gatunek: klasyka

oceniam na: ⭐⭐⭐⭐⭐


    Prawdopodobnie to jedyna książka, która uratowała mnie na maturze. Z chęcią wykorzystania jej na ten egzamin wysłuchałam ją w formie audiobooku. Ale...przepadłam.

    Czemu? Nie spodziewałam się, że tak bardzo mi się spodoba. To ten typ książki, który głaszczę ci ego, że czytasz ,,poważną literaturę"...Jednak zwracam uwagę też na fakt, że jest po prostu przyjemna. Wciągnęła mnie samą historią, również umiejscowieniem czasowym (wiktoriańskim), ale też ,,relacją" głównych bohaterów. Pojawiają się do teraz spekulacje iż w dziele Wilde'a pojawią się miłość męsko-męska. No i ja się z tymi spekulacjami zgadzam. I się również z nich cieszę. Ich miłość w oczach czytelnika nie musi być typowo romantyczna. Gołym okiem widać, że miłość jest, ale jej zabarwienie nie jest nakreślone mocnym piórem. 

Co powinno zająć każdego głowę podczas czytania ,,Doriana" - ilość kontemplacji na temat moralności, strachu, życia i śmierci. Jak autor kwieciście opisywał każdy mniej lub bardziej ważny kontekst. To niby klasyka, fikcja, może i horror. Jednak ta książka to swoisty filozoficzny manifest, trochę mi przypominający dekadentyzm. Dorian w połowie książki ukazywał emocjonalny dołek wraz z gniciem swego portretu.

To piękna książka, bardziej na jesienne, zimne wieczory. To też dobry start w klasykę, co by czytelnika nie przestraszyć.  Mi się podobało, tobie może też się spodoba!


wikolia 



znikam, ale z zmarłych powstaje (w sumie to byłam tu, ale gdzieś indziej)

    Trochę skomplikowane, prawda? Cóż, to mój pamiętnik, więc mogę pisać kiedy tylko chce. Ale tak jakby...wracam? 

    W skrócie opowiem co działo się przez te dwa (zaraz trzy) miesiące. Nasza klimatyzacja do nowego gniazda powoli dobiega końca. Niesamowite jest to jak długo mi zajęło by zrozumieć jeden ważny fakt - to ciężki, ale owocny proces. 

Spadły liście, musimy zaraz zmienić okna na ,,zimowy mode". Straciliśmy jednego roślinnego żołnierza, ale rodzina powiększyła się do dziewięciu organizmów doniczkowych. Zrobiliśmy pierwsze kimchi (trochę za słone) i mamy już sprawdzone sklepy do których z chęcią podróżujemy. Ponad to odkryliśmy, że najwięcej pieniędzy wydajemy na słodycze. 

A tak u mnie...Tak z bliska...Musze przyznać, że dopiero teraz zaczynam rozwijać skrzydła. Od miesiąca prowadzę własny podcast (są co tydzień, link na dole). Wznawiam naukę koreańskiego, odkryłam niesamowite ukojenie w sprzątaniu i pierwszy raz próbuje swój sił w pieczeniu. Te trzy miesiące były tak rozwijające, że odczuwam to jakby masę kolorów wybuchło mi przed oczami. 

Mogę to porównać jak do miłości od pierwszego wejrzenia. Nagle życie jest ciekawsze, ekscytujące, nic nie psuje ci tej homeostazy. Delikatnie mogę przeżywać moje odczucia. Ale nie chce już ich więcej tłumić i ukrywać tego, że cieszę się z mojej rutyny. 

Są jednak nowe zmartwienia, które ciężko zakryć śmiechem. I często jest tak, że wieczorami czuje się taka, czy owaka, bo coś nie idzie po mojej myśli. I może nie staram się tak jak powinnam. I to boli. 

    Ale na wszystko przyjdzie chyba pora. I nie chce żeby ten post zszedł w tą niemiłą stronę myśli. 

Więc skończę go tutaj. 

Serdecznie zapraszam na mój podcast który jest na spotify oraz youtube. Tam jestem najczęściej i jestem z tobą na bieżąco.


spotify     youtube